*Allie*
-Ej no..., będzie dobrze -Carter dał mi przyjacielskiego kuksańca w bok. Odetchnęłam powoli i głęboko.
- Ughh. dobra- odpowiedziałam coś niezrozumiałego. Carter i Zoe uśmiechnęli się triumfalnie. Założyłam czarną kurtkę i trampki tego samego koloru i poszłam za moimi przyjaciółmi. Oni byli już ubrani też cali na czarno tak jak ja. Nadal nie podobał mi się ten pomysł no ale trudno. Co się właściwie może stać? No oprócz tego ,że mogą mnie zamknąć w więzieniu,ale kto by się przejmował takimi bzdurami. Szliśmy w ciszy przez połowę drogi.
-Dobra to robimy tak, ja i Zoe włamujemy się do środka od tyłu , Allie ty stoisz na czatach, kumasz? Nie możesz nawalić. - powiedział do mnie ostrzegawczym tonem.
-Ok, ok wyluzuj nie jestem jakaś niepełnosprawna umysłowo , poradzę sobie. -
odpowiedziałam stanowczym tonem. Carter skinął na mnie głową ,żebym poleciała zająć stanowisko i wypatrywać glin. On razem z Zoe natomiast mieli się włamać do jubilera.Nadal nie jestem do tego przekonana, ale Carter mówi że robi to cały czas i jeszcze nikt go nie przyłapał. Rozglądałam się po placu jak jakaś nienormalna. Przez szybę w jubilerskim widziałam jak moi znajomi obrabowują sklep. A tak właściwie jak zobaczę policje to co ja mam zrobić? Cholera. Krzyknąć? Taa i zwrócić na nas uwagę psów, nie to odpada. Musiałabym po nich pobiec, a z moją koordynacją zapewne się wywalę i wszystkich nas zamkną.Odwróciłam wzrok od sklepu i jak na złość zobaczyłam dwóch policjantów. Zaczęłam iść w stronę tylnych drzwi sklepu gdzie byli Zoe i Carter. Mijając wystawę ze złotymi zegarkami lekko zapukałam w szybę ,żeby zwrócić ich uwagę. Na szczęście się udało . Ruchem głowy pokazałam im ,że mają się zmywać i to jak najszybciej. Jak tylko mnie zobaczyli od razu wycofali się z obrabowania do końca sklepu. Doszłam na tyły budynku w tym samym momencie kiedy oni z niego wyskoczyli. Carter szybko zamknął drzwi i obydwoje popędzili przed siebie. Byłam zmuszona pobiec za nimi. Myślałam ,że już jest dobrze i wtedy usłyszałam donośne "Stać!" skierowane w naszą stronę. Jak na komendę Zoe i Carter przyśpieszyli zostawiając mnie z tyłu. Ledwo wykręciłam na zakręcie. Coraz lepiej słyszałam kroki za mną. To koniec pójdę siedzieć. Nagle jakaś ręka wyłoniła się z ciemnego zaułka i wciągnęła mnie między budynki. To był jakiś chłopak. Chciałam zacząć krzyczeć ,ale po pierwsze policja zatrzymała by nie tylko mnie ale i tego kolesia ,a po drugie trzymał mi swoją rękę na buzi.
-Zaufaj mi - wyszeptał lekko zachrypłym głosem. Nie wiedziałam do końca o co mu chodzi. Załapałam dopiero wtedy kiedy zaczął mnie całować. Chciałam się wyrwać ,ale przytrzymał mnie jeszcze mocniej. Tuż obok usłyszałam jak ktoś biegnie. Zatrzymali się przy zaułku.
-Eee.. nie widzieliście może trójki dzieciaków ,którzy tędy biegli? -zapytał się zawstydzony jeden z funkcjonariuszy świecąc nam latarką po oczach. Dopiero teraz zauważyłam ,że chłopak który mnie trzymał miał niesamowicie zielone oczy ,był dobrze zbudowany i miał burze loków na głowie ułożonych na żel.
-Nie - odpowiedział szorstko. Myślałam ,że po takiej odzywce od razu nas zaczną podejrzewać ,a oni tylko kiwnęli głowami ,powiedzieli przepraszamy i odbiegli.
-Oddychaj- powiedział do mnie łagodnie. Dopiero teraz zauważyłam ,że wstrzymuję oddech. Zaczerpnęłam świeżego powietrza. Chłopak uniósł do góry jeden kącik ust . I uśmiechnął się do mnie krzywo, pokazując słodkie dołeczki w policzkach.
-Dzięki .. -mój głos okropnie drżał , odkaszlnęłam i spróbowałam jeszcze raz podziękować - Dzięki za pomoc.
-Nie ma sprawy -powiedział uwodząco - A mogę przynajmniej się dowiedzieć jak ma na imię dziewczyna którą uratowałem ?
Zastanawiałam się przez chwilę czy powiedzieć czy zachować tę informacje dla siebie. Z jednej strony uratował mnie przed kiciem ale z drugiej było w nim coś takiego ,że trudno było mu zaufać. Koniec końców , powiedziałam.
-Allie.
-Ładnie -stwierdził, uniosłam wyczekująco brwi- co ?
-A ja się nie dowiem jak ma na imię mój wybawca? - lekko zagryzłam dolną wargę.Przy nim czułam się taka mała , przewyższał mnie o głowę nawet trochę więcej bo sięgałam mu do obojczyka. Zaśmiał się gorzko i zamknął przy tym oczy. Oparł się prawą ręką o ścianę obok mojej głowy. Pochylił swoją czuprynę w moją stronę i otworzył oczy wpatrujące się we mnie z .. pożądaniem? Był tak blisko mnie ,że czułam jego oddech na moim policzku a nasze czoła prawie się ze sobą stykały. Oddech ugrzązł mi w gardle.
-Harry - powiedział to strasznie szybko , ja jednak zdążyłam wyłapać to jedno krótkie słowo składające się w jego imię.
-Też ładne.. -powiedziałam niepewnie czując jego bliskość. Znowu się zaśmiał tym razem szczerzej.Przynajmniej tak mi się wydawało. Złapał mnie w pasie i oderwał od ściany ,na której aktualnie się opierałam i sprawił że byliśmy jeszcze bliżej siebie.Niemal stykaliśmy się ze sobą. Szybko się od niego odsunęłam. Popatrzył na mnie zdziwiony.
-Muszę już iść- ledwie wykrztusiłam te 3 słowa. Odwróciłam się w stronę ulicy.
-Ja bym nie ryzykował - powiedział to znowu tym samym lodowatym tonem jak do policjantów.
-Czego byś nie ryzykował? -odpyskowałam mu tak samo lodowato jak on.
-Uuuu a gdzie się podziało "dzięki za pomoc" he? - poczułam ,że rumienię się na twarzy.- Nie ryzykowałbym samotnego pójścia do domu, bo..
-Gliny mogą się tu gdzieś kręcić? -wtrąciłam się już delikatniej.
-...jest za dużo dziwnych kolesi na ulicach i w zaułkach.- dokończył - a policją to bym się tak bardzo nie przejmował ,pewnie już odpuścili.A do tego widzieli cię ze mną więc masz niezłe alibi.
-A co też jesteś gliną?- znowu się zaśmiał ale tym razem ze zniecierpliwieniem.
-Za dużo chcesz wiedzieć - stwierdził.Przewróciłam oczami i odeszłam z tamtego miejsca. Harry nadal nie ruszał się z miejsca.
Szłam przez opustoszałe ulice coraz bardziej drżąc. Trochę z zimna ,trochę ze strachu. A tak właściwie gdzie są Carter i Zoe. Zostawili mnie. Ratowali własne tyłki i gdyby nie Harry siedziałabym teraz na posterunku. Skręciłam w boczną uliczkę na skróty. Chociaż to nie był najlepszy pomysł.W połowie drogi stali jacyś kolesie z fajami i piwem w rękach. Odwróciłam się na pięcie i chciałam jak najszybciej odejść z tamtego miejsca.
-Ejj.. mała chodź do nas !
Cholera! Czy dzisiaj wpakuje się w jeszcze jakieś kłopoty.A no tak jeszcze kwestia rodziców. O boże... Zaczęłam iść szybciej.Gdy wychodziłam z bocznej uliczki walnęłam w kogoś. Popatrzyłam do góry. Umięśniony, wysoki facet z wódką w ręce i dziwnym uśmieszkiem.
-Gdzie się piękna wybierasz? -to było pytanie na które pewnie nie chciał słyszeć odpowiedzi.Moje ciało przeszył nieprzyjemny dreszcz. Chciałam go jakoś wyminąć , bo cofnięcie się do tamtej trójki nie wchodziło w grę.Jednak nie udało mi się. Gorzej. Złapał mnie za włosy i pociągnął w stronę jak przypuszczam swoich kolegów. Kiedy do nich doszliśmy ,zauważyłam że każdy ma sporo tatuaży tylko jeden nie miał żadnego , a bynajmniej nie było żadnego widać. Facet który mnie ciągnął za włosy szarpnął za nie tak, że musiałam usiąść mu na kolanach. Poczułam jak po policzkach spływają mi łzy. Do uliczki wszedł jeszcze jeden ,ale nie widziałam jego twarzy.
-Kurwa co wy odpierdalacie? Puśćcie ją! Natychmiast! -znałam skądś ten głos.Chyba pozostali się go bali, bo od razu facet zepchnął mnie z kolan. Zaczęłam biec w przeciwną stronę od tajemniczego chłopaka , który kazał reszcie mnie puścić. Biegłam tak szybko jak jeszcze nigdy , przyśpieszyłam jak tylko usłyszałam ,że któryś biegnie za mną. Miałam w oczach pełno łez i prawie wcale nie widziałam drogi. Nawet nie zdziwiłam się jak się o coś potknęłam. Próbowałam utrzymać równowagę ,ale mi się nie udało. Upadałam na jakąś rozbitą , szklaną butelkę kalecząc sobie przy tym nogę. Próbowałam wstać ,ale noga strasznie mnie bolała od szkła które w niej ugrzęzło.Wycofałam się do ściany i zaczęłam strasznie szybko oddychać. Przez zamglone przez łzy oczy widziałam jak jakiś cień się do mnie zbliża. Chciałam krzyczeć ,ale strach mnie sparaliżował. Ktoś do mnie podszedł i zaczął opatrywać moją nogę. Nie byłam w stanie nawet się poruszyć. Łzy ,które już od dłuższego czasu miałam w oczach , spłynęły mi po policzku. Dopiero teraz zobaczyłam czuprynę loków na głowie chłopaka który przede mną klęczał.Odwrócił się do mnie odgarniając mi włosy z twarzy i chowając je za ucho. To był Harry. Poczułam się dziwnie. Harry zaczął do mnie coś mówić ,ale w głowie mi szumiało i nie mogłam usłyszeć tego co do mnie powiedział. Zaczęło mi się robić ciemno przed oczami.Ostatnim co widziałam to moją skaleczoną nogę i pełno krwi wokoło.



