czwartek, 24 kwietnia 2014

Rozdział 8

*Allie*
Ciemno , zimno. Zimno,ciemno.  Powoli otworzyłam oczy. Leżałam na jakiejś kanapie. Przejechałam wolno ręką po materiale. Był miękki i przyjemny w dotyku. Podniosłam się lekko i rozejrzałam po pomieszczeniu. Było dosyć duże. Wielki plazmowy telewizor wisiał na ścianie na przeciwko mnie. Koło kanapy stał stolik a na nim leżał laptop , 2 pistolety i krawat. Eee okeeej. Tak właściwie mało co pamiętam z wczorajszych wy
darzeń. Ostatnie co kojarzę , to upadek ze schodów potem nic. 
Z pomieszczenia , które znajdowało się za mną słyszałam głosy. Ciche, głośne i jeden który był mi dość znajomy. Lekko zachrypnięty.Spróbowałam wstać ,ale ból w głowie i w nodze były dość nieznośne. Za drugim podejściem udało mi się usiąść. Miałam okropne zawroty głowy. Złapałam się za głowę. Usłyszałam masę szybkich kroków i przede mną pojawiły się 4 sylwetki. Harrego , tego Zakapturzonego z wczoraj , był też jakiś blondyn i bardzo dobrze zbudowany mulat. Spojrzałam na nich ,wszyscy się głupkowato uśmiechali tylko Hazz nie. Harry przeszywał mnie wzrokiem na wylot.
Podeszła do mnie kobieta z lotniska. Podała mi kubek gorącego czegoś , chyba kawa i usiadła koło mnie. Wzięłam łyka cieczy i wtedy byłam już pewna. Nie kawa , kakao.
-Jak się czujesz? -zapytała czule.
- Mam zawroty głowy - ledwie wymamrotałam. Kobieta wzięła mnie za rękę i pomogła mi wstać. 
-Zaraz wracamy - powiedziała w stronę chłopaków i pociągnęła mnie za sobą w przejściu między pokojem w którym się obudziłam ,a wejściem po schodach natknęliśmy się na bruneta. Był wysoki miał zmierzwione włosy i tylko dolną część ubrania.Miał lekki zarost co sprawiało , że wydawał się straszniejszy. Kiedy koło niego przechodziłam czułam się taka mała.Był mniej więcej wzrostu Harrego ale wydawał się wyższy.Kobieta wprowadziła mnie na górę  i zaprowadziła do łazienki. 
-Zaraz wracam, idę po jakieś rzeczy dla ciebie,bo te masz całe we krwi. -powiedziała i wyszła. Łazienka była dosyć duża. Zamiast jednej ściany było ogromne lustro.Wyglądałam strasznie. Włosy sterczały mi na wszystkie strony świata. Rzeczy brudne od krwi i nie tylko , podarte po prostu zniszczone. Wszędzie miałam jakieś siniaki  albo zadrapania. 
Kiedy dziewczyna wróciła miała ze sobą ubrania dla mnie zapewne na prawej ręce  a w lewej szczotkę do włosów i szampon. 
-Trzymaj. Przemyj sobie te włosy bo są całe we krwi , a i na sucho tego nie rozczeszesz -uśmiechnęła się do mnie przyjaźnie i podała mi rzeczy.-Tu masz suszarkę , a tu ręcznik.
Podała mi obydwie rzeczy i wyszła. Odetchnęłam. Jestem bezpieczna. Zabezpieczyłam drzwi i zaczęłam ściągać rzeczy. Obejrzałam dokładnie moje poturbowane ciało. Gorzej niż w tej chwili to ja nigdy nie wyglądałam. Weszłam pod prysznic i zaczęłam się szorować. Rany piekły niemiłosiernie za każdym razem gdy trafiłam na nie mydłem. Później wymyłam porządnie włosy. Zawiązałam ręcznik nad bustem i wyszłam spod prysznica. Ponownie spojrzałam na siebie w ogromnym lustrze . Wyglądałam o wiele lepiej ale cały czas jednak jak gówno. No cóż idealnie nie będzie. Na kostkach miałam strasznie zatarcie po sznurach.Zaczęłam suszyć głowę suszarką co mi troszkę zajęło ,bo mam grube włosy.  Założyłam rzeczy które dostałam i normalnie nie wierzyłam. Po co daje mi takie rzeczy? Nawet sama w takich nie chodzę. No, ale darowanemu koniu nie patrzy się w zęby tak ? Zabrałam moje brudne rzeczy i wyrzuciłam do śmietnika.Na nic się już nie nadają. Odblokowałam drzwi z białego drewna i wyszłam na korytarz.Na przeciwko mnie opierał się Harry.
Popatrzył na mnie krytycznie i się uśmiechnął.Nie miałam pojęcia co robić ale Harry przejął inicjatywę. Doskoczył do mnie w nanosekundę i wziął w objęcia. Przytuliłam się do niego . Hazza zaczął głaskać mnie po włosach. Przypomniałam  sobie dom ,mamę , Ge... nie potrafiłam powstrzymać potoku łez. Stałam objęta przez Harrego w czyimś domu , na środku korytarza  płacząc. Wziął moją głowę w ręce i spojrzał mi prosto w zapłakane oczy i się leciutko uśmiechnął.
-Teraz już będzie lepiej, przejdziemy przez to. Razem - wyszeptał. Lekko pokiwałam głową.
-Przez co mamy przejść ? -zapytałam zdławionym głosem.
-Przez wszystko co nas spotka. 
Uśmiechnęłam się delikatnie.Harry znowu mnie przytulił po czym wytarł mi łzy które zdążyły spłynąć mi po policzkach.
-Ładnie wyglądasz
-Dzięki, to ta kobieta dała mi te rzeczy. Sama bym się tak nigdy nie ubrała- loczek uniósł lekko lewy kącik ust do góry.
-Dobrze,że jesteś cała- odpowiedział z uśmiechem. 
Harry objął mnie w pasie i poprowadził do chłopaków.Była tam cała 4 i ta dziewczyna. Gdy zeszliśmy na dół nagle nastała cisza. Zrobiło mi się głupio przecież w tym domu jestem intruzem. 
-Dziękuje za uratowanie mnie - powiedziałam to niepewnie.
-Gorsze cię jeszcze czeka - powiedział mulat i od razu dostał po głowie od tego faceta ,
którego mijałam koło schodów. Przeraziły mnie te słowa.Lekko się cofnęłam sama nie wiem przed czym tak właściwie. Podeszła do mnie kobieta z lotniska. 
- Nie martw się, Zayn to totalny idiota. Straszy wszystkich. Jestem Mckenzie.-powiedziała.
Jako odpowiedź tylko się uśmiechnęłam i powiedziałam Allie. 
-Tak wiem - odpowiedziała i zaczęła kolejno wymieniać pozostałych w pokoju.Blondynek to Niall jest od szpiegowania, wyłączania włączników i bezpieczników, opracowywaniu planu itp. Mulat to Zayn jest najniebezpieczniejszy.Zazwyczaj to on wszystkich zabija. Kolejny był Liam ten, który mnie uratował.Był porządnej postury,ale jak powiedziała Mckenzie jest najbardziej odpowiedzialny i spokojny. Był jeszcze ten straszny Louis. Był najstarszy w grupie i zazwyczaj to on pełnij funkcje szefa czy coś w tym stylu. Harrego przedstawiła mi jako najmłodszego. Małolata, który ma za dużo energii i zazwyczaj to on odwala brudną robotę, bo ludzie się go boją. Jest opanowany i nie zabija od razu. Po przedstawieniu ich wszystkich uśmiechnęła się pogodnie.
-Kto jest głodny ?- zapytał Liam. Wszyscy podnieśli rękę oprócz mnie.- Ty jesteś pewnie najgłodniejsza ale się wstydzisz powiedzieć. Kumam. Ale musisz się do nas przyzwyczaić, bo..
-Bo na razie mieszkasz tutaj i zawsze ktoś będzie z tobą. Nie zostawimy cię samej -dokończył za niego Harry. Pokiwałam lekko głową. Liam klasnął w ręce i poszedł do kuchni. A reszta jak zgraja wiernych psów poleciała za nim. 

środa, 23 kwietnia 2014

Rozdział 7

*Allie*
Nie wiem ile czasu spędziłam sama, zamknięta w piwnicy. Kilka minut? Godzin ? Dni?
Nie wiem, ale na pewno długo. Raz za razem traciłam przytomność przez co nie mogłam zorientować co się działo. Cały czas przez ,który byłam świadoma myślałam o Harrym. Męczyły mnie pytania czy w ogóle on mnie szuka , czy już sobie mnie odpuścił i szukał następnej? Przestałam już odczuwać strach , ból, zimno , tęsknotę za domem. Nic nie czułam. Stałam się jak szmaciana lalka. Byłam zupełnie wyprana z emocji. W tej pieprzonej piwnicy jest ciemno jak w dupie u murzyna! 
Usłyszałam charakterystyczny trzask otwieranych drzwi od piwnicy i pomieszczenie zalało jasne światło z góry. Szczerze mówiąc pierwsze co mi przyszło do głowy to nie to,że chcą mnie gdzieś przenieść czy zabić. Pomyślałam ,że to bóg przyszedł mnie uratować. Tak wiem jestem pieprznięta ,ale kto by nie był w takiej sytuacji jak ja ?! 
Do pomieszczenia weszła dwójka facetów, o potężnej budowie. Skądś znałam ich sylwetkę ale nie byłam pewna skąd.Zamknęli drzwi , podeszli do mnie i zaczęli rozwiązywać mi ręce i nogi. Gdy liny powoli opadły na ziemię, zerwałam się jak najszybciej, walnęłam jednego w "czułe miejsce" i rzuciłam się do biegu. Wbiegłam po schodach i szczerze mówiąc nie zdziwiło mnie ,że drzwi były porządnie zamknięte.
-Kurwa.. - wychrypiał mężczyzna, którego walnęłam. Serce zabiło mi szybciej. Znam ten głos! 
-Carter... ? - wyszeptałam ostrożnie. Nie ruszyłam się z miejsca. 
- Nie, balerina !- słysząc jego wnerwiony ton -którego nie słyszałam nigdy wcześniej- zaczęłam się denerwować.
-W takiej sytuacji sobie ze mnie żartujesz, serio ?! - wydusiłam z siebie zduszonym szeptem. 
-Co tak stoisz !?- rzucił w stronę swojego pomocnika , gdy już się pozbierał po moim kopniaku - Czarna Ręka , kazał nam ją przyprowadzić.A ty stoisz jak słup soli durniu !
Jak na zawołanie, facet ocknął się i ruszył ku mnie. Chciałam krzyknąć ,ale właściwie po co? I tak w domu nie ma nikogo kto by mi pomógł. Kiedy do mnie podszedł splunęłam mu w twarz. Chłopak cofnął się zaskoczony , po czym otarł twarz rękawem czarnej bluzy. Cały ten czas miał zasunięty na głowę kaptur. Usłyszałam cichy chichot. Zmarszczyłam brwi, kiedy złapał mnie za ramię jedną ręką a drugą wsunął mi jakiś papierek do tylnej kieszeni dżinsów.Wzdrygnęłam się lekko, przypominając identyczną sytuacje z Harrym z przed kilku..dni? ... tygodni ?
Carter podszedł do nas i złapał mnie za drugą rękę.
-Carter co ty odpierdalasz? - wysyczałam w jego stronę. Znów poczułam jak zamaskowany mężczyzna rechocze.Rzuciłam w jego kierunku mordercze spojrzenie. Wydawał się w ogóle tego nie zauważyć. Mój "przyjaciel" tylko mną mocniej szarpnął i pokierowali mnie do drzwi. Carter usiadł za kierownicą, a ten drugi obok mnie na tyłach Volkswagena Scirocco. Jechaliśmy gdzieś może pół godziny w zupełnej ciszy. Raz pomyślałam o planie ucieczki na światłach. Ale gdy tylko zbliżaliśmy się do sygnalizacji  drzwi zostały zatrzaśnięte a facet obok mnie złapał mnie za ramię. Jakby obydwoje czytali mi w myślach. Wyjechaliśmy z Manhattanu jak się okazało i ruszyliśmy do bardzo dużego budynku.
 Faceci wyprowadzili mnie z białego samochodu i poprowadzili do tylnego wejścia.Najpierw szliśmy korytarzem, bardzo ciasnym korytarzem w prawo. Z braku miejsca jeden szedł za mną, a drugi przede mną. Na końcu drogi był ostry skręt w prawo i schody. Ciągnące się chyba w nieskończoność. Zaczęliśmy całą trójką wspinać się po nich. Naliczyłam 214 kroków kiedy zamaskowani faceci stanęli przed jakimiś drzwiami. Po cichu nabrałam powietrza a potem je wypuściłam. Carter otworzył drzwi kluczem który miał na szyi , a jego  zakapturzony przyjaciel wepchnął mnie do środka.
 Była to mała izdebka, ale miała okienko i łóżko czego nie było w poprzednim miejscu. Więc mnie tylko przenieśli ? Kiedy siadałam na twardym łóżku coś zaszeleściło mi w tylnej kieszeni. Dopiero teraz sobie przypomniałam o liściku który włożył mi ten brutal. Zanim jednak ją wyjęłam porządnie obejrzałam dookoła cały pokoik w poszukiwaniu kamer czy coś w tym stylu. Kiedy podeszłam do okna zrobiłam mały test na ile głupi są moi porywacze. Spróbowałam otworzyć okno.Ustąpiło po trzecim szarpnięciu. Delikatnie przez nie wyjrzałam. Na każdym piętrze był mały balkonik, a przez nie przechodziła drabina pożarowa.Mogłabym  przecież uciec.Jednak trzymałam się zamiaru przeczytania tajemniczej wiadomości od tego fiuta w kapturze. Kiedy upewniłam się ,że znikąd mnie nie podglądają ani nie podsłuchują wyciągnęłam zwiniętą karteczkę i przeczytałam krótką i treściwą wiadomość:

Nie rób nic głupiego,idziemy po ciebie.
                   H.E.S

H.E.S ?? Kto to do cholery ma być ? ... H.S to mógłby być Harry ale E ? Miałam nadzieję, że moja intuicja mnie nie zawiedzie bo postanowiłam zaufać tajemniczemu kolesiowi i zostałam. Po przeczytaniu wiadomości schowałam ją z powrotem tyle,że nie do tylnej kieszeni dżinsów a do stanika. Potem jednak z tego zrezygnowałam, bo przecież mogą mnie zgwałcić . Wtedy by znaleźli liścik i wywieźliby mnie do Tokyo na przykład. Dlatego też jednak schowałam karteczkę do spodni.Po jakiejś godzinie zabawy w "znajdź taką samą plamę na suficie" przyszedł Zakapturzony. Gdy mnie zobaczył prawie niezauważalnie odetchnął.Podszedł do mnie, złapał mnie po czym pochylił się i wyszeptał "Dobra dziewczynka". Poprowadził mnie 32 schodki do góry i otworzył mocne dębowe drzwi. Ukazał mi się gabinet jaki widzi się w filmach. Regał z książkami i segregatorami po prawej ,po lewej telewizor na ścianie a pod nim kanapa obita w jasną skórę i szklany stół. Na przeciwko wejścia biurko na tle ogromnej szyby.Skórzany czarny fotel stał odwrócony.
Spojrzałam ukradkiem na Zakapturzonego,który tylko lekko się uśmiechał. Reszta jego twarzy została schowana za mrokiem. Spojrzał na podłogę i momentalnie uśmiech zszedł mu z twarzy. Po podłodze lała się krew. Wyglądała jakby wydobywała się z fotela. Chłopak powoli podszedł do biurka, ciągnąc mnie za sobą.Delikatnie złapał za oparcie fotela  i odwrócił do nas. Z moich ust wydobył się cichy jęk i momentalnie zakryłam usta wolną ręką. Na fotelu siedział ciemny blondyn w garniturze. Jakoś dziwnie znajomy. Smoking miał cały we krwi. W swojej krwi. Ręce miał odcięte od łokci i przyczepione tylko żeby przylegały do ciała tam gdzie powinny. Głowę także miał odseparowaną od reszty ciała. Była jedynie położona na szyi żeby wyglądała normalnie.Jedyne słowo które mi się nasuwało to "Rozpruwacz" .
-Cholera - usłyszałam ciche przekleństwo wydobywające się z ust Zakapturzonego. 
-No i co wam dało ratowanie tej smarkuli? - na dźwięk tego głosu wydobywającego się za naszymi plecami aż się wzdrygnęłam. Słyszałam go tylko raz w życiu i miałam nadzieje że już nigdy więcej. A jednak. Zakapturzony odwrócił się tak raptownie, że z głowy opadł mu kaptur. Jeden z chłopaków z imprezy u Harrego i z dziwnego zaułka. Dlatego wydawał się taki znajomy. 
-Jak się miewa moja ulubiona bratanica ? -przełknęłam ogromną gule stojącą mi w gardle. Jak on śmiał się do mnie zwrócić " bratanica" ? Jeszcze do tego ulubiona. Widział mnie raz w życiu jak miałam 8 lat. Przez niego mój ojciec trafił do szpitala i był nieprzytomny przez pół roku. Nie miałam z nim żadnych dobrych wspomnień. Kolega Hazzy popatrzył na mnie zdezorientowany, żeby po chwili uderzyć mojego wujka w twarz z taką siłą ,że aż go odrzuciło.
-Allie leć na dół najszybciej jak się da. Przy drzwiach będzie stała czarna furgonetka. Masz od razu do niej wejść. No już leć !- poinstruował mnie facet .Przez chwile stałam jak sparaliżowana.Do życia przywrócił mnie głos chłopaka ,ale nie był zwrócony do mnie tylko do kogoś innego. Przyciskał rękę do ucha i mówił coś w stylu "przerywamy akcje wszyscy do samochodu" potem puściłam się biegiem po schodach. Po chwili usłyszałam że ktoś za mną biegnie bałam się odwrócić. Biegłam dalej ,ale los chciał żeby się potknęła i zleciała  jednego piętra turlając się po schodach. Głowa zaczęła mnie niemiłosiernie boleć. Widziałam jak ktoś który biegł za mną właśnie do mnie dobiegł. Na szczęście był to jeden z paczki Harry'ego. 
-Boże .. -wyszeptał lekko wnerwiony i zirytowany ale też pełen smutku i współczucia. Dotknęłam ręką głowy z tyłu i poczułam ciepłą ciecz.Gdy przeniosłam rękę przed oczy była cała umazana we krwi. Usłyszałam kroki na schodach. Chłopak chyba niewiele myśląc wziął mnie na ręce i rzucił się pędem na dół. Z każdą chwilą byłam mniej świadoma tego co się w okół mnie dzieje. Usłyszałam strzały z pistoletu, po czym mężczyzna który mnie niósł przyśpieszył. Wypadliśmy na zewnątrz. Tam już czekała czwórka facetów w tym Harry i jedna kobieta , w której rozpoznałam tą z samolotu. 
-Jezus, Maria co się stało ? - zapytał zachrypniętym głosem Harry. 
-Może kiedy indziej pogadacie, właźcie do samochodu już ! - krzyknął blondyn ,który siedział za kierownicą. Harry szybko przejął mnie od chłopaka i wniósł do furgonetki. Ledwo zamknęły się drzwi i ruszyliśmy, zemdlałam na kolanach Harrego.