Ciemno , zimno. Zimno,ciemno. Powoli otworzyłam oczy. Leżałam na jakiejś kanapie. Przejechałam wolno ręką po materiale. Był miękki i przyjemny w dotyku. Podniosłam się lekko i rozejrzałam po pomieszczeniu. Było dosyć duże. Wielki plazmowy telewizor wisiał na ścianie na przeciwko mnie. Koło kanapy stał stolik a na nim leżał laptop , 2 pistolety i krawat. Eee okeeej. Tak właściwie mało co pamiętam z wczorajszych wy
darzeń. Ostatnie co kojarzę , to upadek ze schodów potem nic.
Z pomieszczenia , które znajdowało się za mną słyszałam głosy. Ciche, głośne i jeden który był mi dość znajomy. Lekko zachrypnięty.Spróbowałam wstać ,ale ból w głowie i w nodze były dość nieznośne. Za drugim podejściem udało mi się usiąść. Miałam okropne zawroty głowy. Złapałam się za głowę. Usłyszałam masę szybkich kroków i przede mną pojawiły się 4 sylwetki. Harrego , tego Zakapturzonego z wczoraj , był też jakiś blondyn i bardzo dobrze zbudowany mulat. Spojrzałam na nich ,wszyscy się głupkowato uśmiechali tylko Hazz nie. Harry przeszywał mnie wzrokiem na wylot.
Podeszła do mnie kobieta z lotniska. Podała mi kubek gorącego czegoś , chyba kawa i usiadła koło mnie. Wzięłam łyka cieczy i wtedy byłam już pewna. Nie kawa , kakao.
-Jak się czujesz? -zapytała czule.
- Mam zawroty głowy - ledwie wymamrotałam. Kobieta wzięła mnie za rękę i pomogła mi wstać.
-Zaraz wracamy - powiedziała w stronę chłopaków i pociągnęła mnie za sobą w przejściu między pokojem w którym się obudziłam ,a wejściem po schodach natknęliśmy się na bruneta. Był wysoki miał zmierzwione włosy i tylko dolną część ubrania.Miał lekki zarost co sprawiało , że wydawał się straszniejszy. Kiedy koło niego przechodziłam czułam się taka mała.Był mniej więcej wzrostu Harrego ale wydawał się wyższy.Kobieta wprowadziła mnie na górę i zaprowadziła do łazienki.
-Zaraz wracam, idę po jakieś rzeczy dla ciebie,bo te masz całe we krwi. -powiedziała i wyszła. Łazienka była dosyć duża. Zamiast jednej ściany było ogromne lustro.Wyglądałam strasznie. Włosy sterczały mi na wszystkie strony świata. Rzeczy brudne od krwi i nie tylko , podarte po prostu zniszczone. Wszędzie miałam jakieś siniaki albo zadrapania.
Kiedy dziewczyna wróciła miała ze sobą ubrania dla mnie zapewne na prawej ręce a w lewej szczotkę do włosów i szampon.
-Trzymaj. Przemyj sobie te włosy bo są całe we krwi , a i na sucho tego nie rozczeszesz -uśmiechnęła się do mnie przyjaźnie i podała mi rzeczy.-Tu masz suszarkę , a tu ręcznik.
Podała mi obydwie rzeczy i wyszła. Odetchnęłam. Jestem bezpieczna. Zabezpieczyłam drzwi i zaczęłam ściągać rzeczy. Obejrzałam dokładnie moje poturbowane ciało. Gorzej niż w tej chwili to ja nigdy nie wyglądałam. Weszłam pod prysznic i zaczęłam się szorować. Rany piekły niemiłosiernie za każdym razem gdy trafiłam na nie mydłem. Później wymyłam porządnie włosy. Zawiązałam ręcznik nad bustem i wyszłam spod prysznica. Ponownie spojrzałam na siebie w ogromnym lustrze . Wyglądałam o wiele lepiej ale cały czas jednak jak gówno. No cóż idealnie nie będzie. Na kostkach miałam strasznie zatarcie po sznurach.Zaczęłam suszyć głowę suszarką co mi troszkę zajęło ,bo mam grube włosy. Założyłam rzeczy które dostałam i normalnie nie wierzyłam. Po co daje mi takie rzeczy? Nawet sama w takich nie chodzę. No, ale darowanemu koniu nie patrzy się w zęby tak ? Zabrałam moje brudne rzeczy i wyrzuciłam do śmietnika.Na nic się już nie nadają. Odblokowałam drzwi z białego drewna i wyszłam na korytarz.Na przeciwko mnie opierał się Harry.
Popatrzył na mnie krytycznie i się uśmiechnął.Nie miałam pojęcia co robić ale Harry przejął inicjatywę. Doskoczył do mnie w nanosekundę i wziął w objęcia. Przytuliłam się do niego . Hazza zaczął głaskać mnie po włosach. Przypomniałam sobie dom ,mamę , Ge... nie potrafiłam powstrzymać potoku łez. Stałam objęta przez Harrego w czyimś domu , na środku korytarza płacząc. Wziął moją głowę w ręce i spojrzał mi prosto w zapłakane oczy i się leciutko uśmiechnął.-Teraz już będzie lepiej, przejdziemy przez to. Razem - wyszeptał. Lekko pokiwałam głową.
-Przez co mamy przejść ? -zapytałam zdławionym głosem.
-Przez wszystko co nas spotka.
Uśmiechnęłam się delikatnie.Harry znowu mnie przytulił po czym wytarł mi łzy które zdążyły spłynąć mi po policzkach.
-Ładnie wyglądasz
-Dzięki, to ta kobieta dała mi te rzeczy. Sama bym się tak nigdy nie ubrała- loczek uniósł lekko lewy kącik ust do góry.
-Dobrze,że jesteś cała- odpowiedział z uśmiechem.
Harry objął mnie w pasie i poprowadził do chłopaków.Była tam cała 4 i ta dziewczyna. Gdy zeszliśmy na dół nagle nastała cisza. Zrobiło mi się głupio przecież w tym domu jestem intruzem.
-Dziękuje za uratowanie mnie - powiedziałam to niepewnie.
-Gorsze cię jeszcze czeka - powiedział mulat i od razu dostał po głowie od tego faceta ,
którego mijałam koło schodów. Przeraziły mnie te słowa.Lekko się cofnęłam sama nie wiem przed czym tak właściwie. Podeszła do mnie kobieta z lotniska.
- Nie martw się, Zayn to totalny idiota. Straszy wszystkich. Jestem Mckenzie.-powiedziała.
Jako odpowiedź tylko się uśmiechnęłam i powiedziałam Allie.
-Tak wiem - odpowiedziała i zaczęła kolejno wymieniać pozostałych w pokoju.Blondynek to Niall jest od szpiegowania, wyłączania włączników i bezpieczników, opracowywaniu planu itp. Mulat to Zayn jest najniebezpieczniejszy.Zazwyczaj to on wszystkich zabija. Kolejny był Liam ten, który mnie uratował.Był porządnej postury,ale jak powiedziała Mckenzie jest najbardziej odpowiedzialny i spokojny. Był jeszcze ten straszny Louis. Był najstarszy w grupie i zazwyczaj to on pełnij funkcje szefa czy coś w tym stylu. Harrego przedstawiła mi jako najmłodszego. Małolata, który ma za dużo energii i zazwyczaj to on odwala brudną robotę, bo ludzie się go boją. Jest opanowany i nie zabija od razu. Po przedstawieniu ich wszystkich uśmiechnęła się pogodnie.
-Kto jest głodny ?- zapytał Liam. Wszyscy podnieśli rękę oprócz mnie.- Ty jesteś pewnie najgłodniejsza ale się wstydzisz powiedzieć. Kumam. Ale musisz się do nas przyzwyczaić, bo..
-Bo na razie mieszkasz tutaj i zawsze ktoś będzie z tobą. Nie zostawimy cię samej -dokończył za niego Harry. Pokiwałam lekko głową. Liam klasnął w ręce i poszedł do kuchni. A reszta jak zgraja wiernych psów poleciała za nim.
