*Allie* *Jeszcze przed przyjazdem Harrego*
-Czego chcesz ?- zapytałam twardo. Nie chciałam dać po sobie poznać ,że się boje. Chłopak wzruszył ramionami i popatrzył na dom. Też spojrzałam na budynek ,ale nie zobaczyłam nic ciekawego.Wtedy to usłyszałam. Krzyk. To była moja mama. Zerwałam się do jak najszybszego biegu i skierowałam się do tylnych drzwi. Sebastian pobiegł zaraz za mną, ale byłam szybsza. Sprintem wbiegłam na górę i otworzyłam drzwi od pokoju mojej mamy. Próbowała walczyć z kolesiem dwukrotnie większym od siebie. Chciałam jej pomóc , ale ktoś z tyłu mnie zatrzymał i kazał patrzeć na śmierć mojej rodzicielki.
Widziałam jak już nie miała siły by walczyć. Próbowałam się wyrwać z uścisku ale na marne. Facet pchnął moją mamę na szafę, a ta od odbicia upadła na ziemie. Wtedy zadał jej ostateczny cios.Wbił jej dosłownie nóż w plecy. Krzyknęłam przerażona.Niezdolna do jakiegokolwiek ruchu. Osunęłam się na Ziemie w ramionach jakiegoś mężczyzny. Zaczęłam płakać.Właściwie to nie był płacz, a wycie. Ryczałam jak opętana. Wyrwałam się z uścisku Sebastiana jak się potem okazało i podbiegłam do mojej nieżyjącej już matki. Przytuliłam się do niej przez co cała moja koszulka była w jej krwi.
Zostałam od niej siłą odciągnięta. Krzyczałam szarpałam się ale, ktoś kto mnie trzymał miał stalowy chwyt. Przypomniałam sobie o Gemmie chciałam do niej pobiec ale nie mogłam się wydostać. Facet, jakiś blondyn w czarnym wdzianku zaniósł mnie na dół. Postawił mnie na ziemi , korzystając z okazji kopnęłam go tam gdzie facetów najbardziej boli i wybiegłam przed dom. Kiepski pomysł. Stało tam 3 innych kolesi. Byli odwróceni plecami. Zaczęłam po cichu ich wymijać i prawie by mi się udało gdyby nie jakieś auto. Wjechało prosto na mnie.W ostatnim momencie zatrzymało się dosłownie 5cm ode mnie.
Od razu trójka spod drzwi podbiegła i mnie złapała za ramiona jak więźnia.
-Pozwoliłeś jej uciec ?! -usłyszałam krzyk Sebastiana gdzieś w głębi domu a potem 2 strzały z pistoletu. Po chwili z domu wyszedł sobowtór Harrego. Kiwnął palcem na kolejnych dwóch kolesi. Oni się mnożą! Jakieś piętnaście minut temu było tylko dwóch teraz jest 14. What eva ?
- Zabierzcie ciało chłopaka i zróbcie coś z tą krwią - powiedział mrożącym krew w żyłach głosem.
-A co z kobietami ?- zapytał jeden z nich , wszyscy wyglądali identycznie tylko Sebastian się wyróżniał swoimi lokami. Powiedział kobietami?? W liczbie mnogiej ? Gemma...
-Zostawcie , niech Romeo naszej księżniczki ma niespodziankę - mówiąc to podszedł do mnie.
-Romeo ? - zapytałam kpiąco.
- Ależ, oczywiście. Mój brat bliźniak zrobi dla ciebie wszystko -mrugnął do mnie znacząco. No to jestem w ciemnej dupie.
- Pomyliłeś dziewczyny , ja dla Harrego nic nie znaczę. - odparłam.
-Taaak , jasne. - powiedział kpiąco- Jednak zostaje przy swoim, bo który chłopak pilnuje 5miesięcy dzień w dzień dziewczynę która nic dla niego nie znaczy? Dlaczego pilnuje żeby spokojnie doszła do szkoły a potem do domu? Jaki facet na świecie obserwuje jak jakaś laska zasypia tylko dla zabawy ?
Zdębiałam. Harry mnie obserwował przez tyle czasu? To dla tego był w ten dzień kiedy próbowałam obrabować jubilera tak blisko? Uratował mnie bo mnie kocha ? Jakoś trudno mi w to uwierzyć.
-Chyba przekazałem Ci całkiem przydatne informacje - uśmiechnął się triumfująco. Otworzyłam usta by mu się odszczeknąć ale coś mnie sparaliżowało. Ktoś wstrzyknął mi coś w żyły. Nie mogłam się poruszać,ani nic powiedzieć. Powoli czułam jak tracę przytomność.
-Nie teraz!! - usłyszałam krzyk Sebastiana potem już nic.
**kilka godzin później**
Obudził mnie trzask zamykanych drzwi od samochodu. Byłam niesiona.Poczułam że mam na sobie inną bluzkę, bo z krwią na t-shircie trudno byłoby się nie rzucać w oczy. Lekko otworzyłam oczy i zobaczyłam Harrego i lekko się uśmiechnęłam. Zaraz jednak przypomniałam sobie Sebastiana i wyskoczyłam z jego rąk i odsunęłam się jak najdalej. Cofałam się przodem do przeciwnika. Na mojej drodze napotkałam przeszkodę. Ściana. Dopiero teraz zauważyłam ,że jesteśmy w jakimś małym przedsionku. Po chwili usłyszałam ryk odlatującego samolotu. Sebastian był już koło mnie. Założył mi kosmyk za ucho, wyrwałam mu się.
-Czy my jesteśmy...? - zaczęłam.
-...na lotnisku? - dokończył Sebastian za mnie - Tak kotku.
-Nie mów tak do mnie!- krzyknęłam. Chłopak przytknął do mojej buzi swoją rękę.
-Jak, kotku ? - jakby wzrok potrafił zabijać to Sebastian leżał by już martwy na posadzce. Uśmiechnął się do mnie cwaniacko. Nadepnęłam go a ten się odsunął. Od razu zaczęłam uciekać w stronę kiepsko oznaczonych drzwi. Wybiegłam z małej alejki i wylądowałam w pomieszczeniu pełnym ludzi którzy śpieszyli się na samolot. Nie myślałam gdzie biegnę tylko ,żeby jak najdalej. Przepychałam się pomiędzy ludźmi. Usłyszałam parę wyzwisk skierowane w moją stronę. Nie obchodziło mnie to biegłam dalej. Słyszałam za sobą Sebastiana. Odwróciłam się ,żeby zobaczyć ile dzieli mnie od niego. Nawet go nie zauważyłam. Wpadłam na kogoś. Zaczęłam go przepraszać,a ten ktoś zaczął mnie przytulać. Podniosłam wzrok na tą osobę. Chłopak ,średniego wzrostu , gdzieś około dwudziestki. Znałam go. Carter.Rzuciłam się na niego i upadliśmy.
-Carter... boję się - wysapałam płaczliwym głosem. Wstaliśmy.
-Cii , pomogę ci uciec - przytulił mnie mocniej i pocałował w głowę.
-Skąd wiesz ,że uciekam? -zapytałam zdezorientowana. Speszył się. Coś było nie tak.
-Widziałem jak biegłaś , chodź! - powiedział i pociągnął mnie w stronę samolotu do Nowego Yorku. Nic nie powiedziałam , dałam się mu prowadzić. Kiwnął głową do faceta ubranego w garnitur, bodajże pilot.Weszliśmy na pokład , było na nim pełno ludzi. Kilku, ci którzy siedzieli po środku,wydawali mi się tacy jacyś podejrzani. Popatrzyłam na Cartera błagalnie. On nawet nie raczył na mnie spojrzeć. Szliśmy w stronę dziwnych kolesi. Teraz rozpoznałam dwóch z nich. Byli to ci sami , którzy o mało mnie nie przejechali.
-Carter to ci przed którymi uciekałam, wynośmy się z tego samolotu! - powiedziałam szeptem. Popatrzył na mnie przestraszony ,ale tylko udawał.Znam go od 10lat wiem kiedy blefuje. Przynajmniej tak mi się wydawało aż do teraz. Uniósł lekko lewy kącik ust, układając wargi w chytrym uśmieszku.Chciałam krzyknąć, przecież jest tu pełno ludzi ktoś chyba by mi pomógł. Już zamierzałam krzyknąć, ale Carter odwrócił mnie do siebie, pochylił się nade mną i wyszeptał
-Nic nie rób bo ktoś zginie.
W jego wypowiedzi nie było krzty żartu. Odetchnęłam głęboko i poszłam w stronę "zamaskowanych" facetów.Nigdzie nie widziałam Sebastiana. Usiadłam z brzegu na samym końcu gdzie było wolne miejsce. Carter popatrzył na mnie podejrzliwie i usiadł obok reszty facetów w czerni. Z głośnika wydobył się głos stewardessy o zapięcie pasów bo zaraz samolot wystartuje. Zapięłam i czekałam sama nie wiem zbytnio na co. Przecież jak tylko wylądujemy w Nowym Yorku ,faceci gdzieś mnie przewiozą i już pewnie nigdy nie zobaczę światła dziennego. Tak nie może być. Kiedyś leciałam z Londynu do Nowego Yorku do wujka ,który już nie żyje.Lot trwał około 6-7godzin. Przez dwie godziny myślałam co zrobić żeby się wydostać z samolotu bez mężczyzn i bez żadnych ofiar. To niewykonalne! Zaczęłam myśleć o Harrym , może mógłby mi pomóc. Jeśli to co Sebastian powiedział jest prawdą to nie zostawi mnie w takiej sytuacji prawda ?
Poczekałam aż jakaś kobieta pójdzie do łazienki, wtedy udałam nawet nie wiem przed kim ,że się źle czuje i pobiegłam za nią. Postałam przez chwilę przed drzwiami do kabiny i w tym czasie rozpuściłam włosy. Poczekałam aż dziewczyna mniej więcej 30lat wyjdzie, wtedy udałam że mi jest niedobrze.
-Może mi pani pomóc, błagam niech pani mi przytrzyma włosy - załkałam. Kobieta uśmiechnęła się do mnie dodając otuchy i weszła ze mną do łazienki. Wsadziłam sobie niezauważenie palec do gardła i wymusiłam z siebie wymioty. Obrzydlistwo, ale tak trzeba było. Gdy przestałam, podeszłam do umywalki, porządnie wypłukałam usta i wymyłam twarz. Kobieta poczęstowała mnie miętowymi gumami ,z chęcią je przyjęłam.
-Przepraszam - zaczęłam tym samym zatrzymując kobietę - mogłabym skorzystać z pani telefonu muszę do kogoś zadzwonić to zajmie chwilkę.
-Oczywiście - odpowiedziała ze szczerym uśmiechem, wyciągnęła telefon z kieszeni spodni i mi go podała. Jakimś cudem zapamiętałam numer Harrego.Zanim nacisnęłam zieloną słuchawkę poprosiłam dziewczynę ,żeby ze mną została. Zgodziła się.
Po dwóch sygnałach odebrał męski głos, dobrze mi już znany.
-Halo?
-Harry.. -załkałam i zachciało mi się płakać.
-Allie boże , nic ci nie jest , gdzie jesteś , co się stało? - wyrzucił z siebie wyraźnie przejęty.
-Nie mogę ci wszystkiego powiedzieć, jestem w samolocie do Nowego Yorku - powiedziałam rozpaczliwie, a kobieta popatrzyła się na mnie podejrzliwa. Odwróciłam od niej wzrok i popatrzyłam na podłogę.
-Dobra ,Nowy York. -powiedział głośno ale nie do słuchawki.- Od kogo dzwonisz?
-Od jakiejś kobiety..
-Dzwonisz do Stylesa?- zapytała kobieta. Przestraszyłam się.
-Allie słuchaj daj mi ją natychmiast. - rozkazał mi Harry.Podałam kobiecie telefon.
-Siema Hazz co to za dziecko? - rzuciła na powitanie, o wiele bardziej zgryżliwym tonem niż rozmawiał ze mną.
-.....
-I ja mam jechać za nimi dobrze zrozumiałam? -zapytała kobieta.
-.....
-Oh boże Styles jesteś idiotą! Dobra pośledzę trochę i zobaczę gdzie zawiozą dziewczynę.
-....
- Taaa , mieszkam cay czas w jednym miejscu, to do zobaczenia .
Kobieta się rozłączyła i wsadziła telefon do spodni. Patrzyłam na nią przerażona, choć miała z tego co słyszałam mnie pilnować.
-To tak wychodzimy z tąd jak po szybkim numerku , czy jak ktoś zapyta to tylko ci podtrzymałam włosy ? - moje oczy z pewnością się poszerzyły.
-To drugie - odpowiedziałam łamliwym głosem i odkaszlnęłam.
-Spoko , ej nie martw się będzie dobrze - mrugnęła do mnie ,a ja lekko się uśmiechnęłam. Dziwne ale ufam jej. Wróciłam do grania wielce poszkodowanej i źle czującej się pasażerki i wróciłam na miejsce.Po pewnym czasie zasnęłam.
Zostałam dość brutalnie obudzona i wyciągnięta jeszcze w pół nieprzytomna z samolotu. Gdy wsiadałam do jakiegoś samochodu byłam już w pełni rozbudzona. Siedząc w aucie zauważyłam tą samą dziewczynę co w samolocie w odlotowym pojeździe . W Kabriolecie Porshe bez dachu. Cudo. Puściła mi oczko i wpatrzyła się w drogę. Poczułam ,że ostro przyśpieszyliśmy i wjechaliśmy w jakąś boczną uliczkę , potem trochę przez las i dało się zauważyć dom. Ogromny ale nie pomalowany. Szary cały szary z powybijanymi oknami, wyglądał jak nawiedzony. Kobiety już nigdzie nie widziałam, miałam tylko nadzieje ,żę zdążyła dostrzec w jak uliczkę wjechaliśmy. Wyprowadzili mnie z auta i skierowali do domu. Potem poprowadzili w głąb piwnicy. Jak ja nie cierpię piwnic! Posadzili mnie w ciemnym pomieszczenia na krześle. Przywiązali mi do niego ręce i nogi, tak żebym nie mogła się ruszyć i zostawili. Po prostu sobie poszli. Jedyne światło dawało malutkie okienko z wybitą szybą wstawione ledwo nad ziemią.
CZEKAM NA NEXT <33
OdpowiedzUsuńSuper !!! <3
OdpowiedzUsuńChce next !!! <3